W zeszłym roku miałam przyjemność zaprezentować na blogu premierę pierwszej książki Tomka Michniewicza “Samsara”. Choć tematyka książek przygodowych była mi obca do napisania posta nakłoniła mnie niezwykle ciekawa produkcja reklamowa, która swoją tajemniczością zachęcała do lektury. Poczyniłam też małą refleksję na temat promocji literatury na rynku książki w sieci. Niestety widzę, że nic w tej sprawie nic się nie zmieniło.
W tym roku mamy premierę kolejnej książki, która światło dzienne ujrzy 19 października.
Gorączka. W świecie poszukiwaczy skarbów. to najnowsze dzieło Tomka Michniewicza, który odkrywa tajemnice znanych na całym świecie poszukiwaczy skarbów. To opowieść o realizowaniu marzeń i przekraczaniu granic. To dzieło, które każdy fascynat podróży przeczytać powinien. Więcej na temat samej książki i jej treści można przeczytać na oficjalnej stronie TM (link na dole strony). Ja natomiast, poniżej zamieszczam spot promujący “Gorączkę” oraz wywiad z Łukaszem Radomyskim i Tomaszem Michniewiczem, którzy odkrywają tajemnice swojej produkcji i współpracy.
Paulina Wiktorska: Jak powstawał trailer książki i ile czasu zajęło jego przygotowanie?
Łukasz Radomyski: Sam spot powstał szybko. Stworzenie grafiki zajęło około pięciu dni. Najwięcej czasu spędziliśmy na planowaniu trailera – czyli selekcji materiału filmowego i zdjęć, rozrysowaniu ujęć na storyboardach i stworzeniu draftów, gdzie mogliśmy już dopasowywać wszystkie ujęcia pod muzykę. Pod koniec spędziliśmy jeszcze kilka dni na dopieszczaniu niektórych ujęć, ale trailer w mniej więcej takiej formie, w jakiej widzimy go dzisiaj, powstał w około pięciu dni.
Tomek Michniewicz: W trailerze wykorzystaliśmy część ujęć z podróży po Malezji i Tajlandii, z powstającego programu telewizyjnego “Backpackerzy”, nad którym trwają właśnie rozmowy w kilku stacjach. Będzie to zupełnie inny niż dotychczasowe program podróżniczy, pokazujący, jak za 2500 zł spędzić dwa tygodnie w Azji. Bardzo nowoczesny, świeży, dynamicznie montowany – trochę w stylu tego trailera. Inne ujęcia pochodzą z kilku moich wypraw śladami poszukiwaczy skarbów, m.in na Karaiby, po południowej Afryce (RPA, Zambia, Zimbabwe) czy po południu USA.
PW: Kto jest twórcą i producentem spota?
TM: Łukasz Radomyski z Simply Creative Studio był odpowiedzialny za kreację – bardzo się cieszę, że udało nam się go namówić na współpracę, bo przeważnie trudno go złapać w kraju, najczęściej pracuje w USA, UK czy na Bahamach, realizując dość duże przedsięwzięcia dla sporych klientów.
PW: Czy w spocie oprócz ujęć z podróżmy wykorzystane zostały jakieś efekty specjalne?
ŁR: W spocie wykorzystaliśmy wiele efektów. Część z nich, jak na przykład użycie camera tracking w pierwszej części trailera, są bardziej widoczne niż inne. Jednak znaczna większość efektów jest subtelna. Chcieliśmy, żeby widz mógł się skupić na treści przekazu, zamiast bombardować go błyskotliwymi efektami, które często nic nie wnoszą.
TM: W tym spocie są tak naprawdę niemal same efekty specjalne, choć faktycznie ich nie widać na pierwszy rzut oka. Dobrym przykładem jest ujęcie połowy twarzy autora połączone z prezentacją książki “Samsara” – usunęliśmy z niego całe tło, ruchliwą singapurską ulicę.
PW: Skąd taka forma reklamy?? Bo jak na promocję książki jest dość nietypowa. Czy wpływ na to miał sukces ostatniej produkcji ?
ŁR: Trailer tego kalibru jest dosyć nietypowy w Polsce, jednak na Zachodzie tego typu spoty są dosyć powszechne. W Polsce, póki co, widzę jasny podział na wysokobudżetowe kampanie promocyjne (czyli drogie reklamy telewizyjne, billboard na każdym rogu itd.), oraz niskobudżetowe (czyli jakaś tania ulotka na niebieskim tle, z różowymi napisami w żółtej otoczce). Średnio-budżetowe promocje są jeszcze mało widoczne. To jest trochę tak, jakby firmy nie zdawały sobie sprawy, że internet, i takie strony jak YouTube czy Facebook istnieją, i że są świetną platformą do promocji.
Co do spotu, który stworzyliśmy – wydaję mi się, że sukces Samsary, miał jakiś wpływ na jego formę i skalę. Można powiedzieć, że przy tworzeniu trailera do Samsary, testowaliśmy wody – czy tego rodzaju promocja sprzeda się w Polsce. Ponad 17 tysięcy odsłon jest najlepszym dowodem na to, że się da. I to nie wliczając odsłon na Facebooku.
TM: Przed nami spoty promocyjne książek były straszliwie toporne. Za dobry przykład “jak było” można uznać zwiastun do “Margot” Michała Witkowskiego. Produkcja zdecydowanie groszowa i zrobiona na szybko, nawet chyba za bardzo na szybko. “Samsara” w pewien sposób zdefiniowała ten segment – niedługo po premierze tego spotu inne wydawnictwa niż Otwarte zaczęły produkować własne zwiastuny, media, w tym dzienniki i tygodniki zaczęły opisywać ten rynek, odnosząc go właśnie do filmu promocyjnego “Samsary”. Przy kolejnej produkcji uznaliśmy więc, że musimy przesunąć tę granicę dalej, wejść na kolejny poziom – stąd rozmach trailera “Gorączki”. Bardzo jestem ciekaw, jaki będzie miał on wpływ na kolejne produkcje promujące książki.
PW: I na sam koniec – Dlaczego warto pokusić się o przeczytanie książki?
TM: To jest tak naprawdę literatura faktu, coś w okolicy reportażu, choć opowiada o wręcz nieprawdopodobnych rzeczach – hiszpańskie pułapki, skrzynie ze złotem zakopane na tropikalnych wyspach, piraci itp. To się dzieje naprawdę w kilku miejscach na świecie. Wchodzenie w taki świat było dla mnie, dla autora, jak wniknięcie do środka filmu o łowcach przygód albo książki o Panu Samochodziku, zupełnie nierealna sprawa. To poczucie surrealizmu przeszło mi dopiero gdy pierwszy raz trzymałem w rękach prawdziwy skarb, wtedy dopiero poczułem, że to nie jest bajka, tylko prawda.
źródło zdjęć: tomekmichniewicz.pl

