Największe wpadki językowe w branży reklamowej

Niuanse językowe zabijają. Nie tylko nas w sferze poprawności językowej, ale i światowe marki, które pomimo przykrych doświadczeń swoich kolegów nadal potrafią wpakować się w spore bagno.

Akcje reklamowe dużych koncernów wiążą się zwykle ze sporymi nakładami budżetowymi, które wypuszczają w świat setki komunikatów. Osoby odpowiedzialne za komunikację językową w światowych firmach są, lub powinny być, szczególnie wyczulone na ich późniejszy odbiór w danym kraju. Doświadczenie pokazuje, że nie są. W efekcie dochodzi do zabawnych, nawet, że szokujących wpadek, które zapadają w pamięci konsumenta na bardzo długo.

Przeglądając historyczne wpisy na blogu natknęłam się na kilka perełek, które myślę, że warto uzupełnić o nowe kejsy.

Największe faux pas w historii do tej pory notowała branża motoryzacyjna. Producent Mitsubishi nazwał nowy model samochodu Pajero (rok 2010), co w hiszpańskim języku lokalnym oznacza „onanistę”. Wypuszczenie na rynek nowego modelu samochodu nie jest łatwym zadaniem. Najpierw projektowanie, potem konstrukcja, przygotowanie kampanii marketingowej pochłaniają spore nakłady czasu oraz budżetu. W momencie gdy sfinalizowany projekt ponosi klęskę warto zadać sobie pytanie – dlaczego?

Reakcja była szybka. Zaraz po „niefortunnym” zagraniu nazwa samochodu została zmieniona i w Hiszpanii terenówkę nazwano Montero.

Podobnie było z:

For Pinto – choć brzmi całkiem nieźle, w hiszpańskim języku Pinto oznacza „małego penisa”.

Ford Kuga – po serbsku kuga oznacza plagę, co nie do końca rynek chciał zaakceptować.

Toyota Fiera – model, który ukazał się w Puerto Rico. Niestety w tamtejszym języku słowem „fiera” określa sie „zrzędliwe staruszki”.

Seat Ronda – samochód produkowany w lata 1982 – 1986. Nazwa samochodu została wybrana przez Hiszpanów jednak na terenie Węgier „Ronda” oznacza „paskudny”.

Rolls Royce Silver Mist – nawet najlepsi porażki popełniają. Choć nazwa wydaje się całkiem przekonująca, to w Niemczech słowo Mist oznacza „gnój”.

Honda Fitta – i znów powrót do anatomii człowieka. W Norwegii i Szwecji „fitta” określa kobiece narządy płciowe. Nazwa samochodu zniknęła z rynku bardzo szybko.

Nie tylko branża motoryzacyjna ma się czym poszczycić. W marcu 2012 roku, światowy producent obuwia sportowego – Nike wyprodukował specjalną linię butów na dzień Św. Patryka. Nie byłoby w tym nic szczególnego gdyby nie nazwa obuwia jaką nadali jej użytkownicy internetu „The Black and Tan”, która zamiast kojarzyć się z dostępnym na tamtejszym rynku drinkiem przypomniała mieszkańcom o krwawych wydarzeniach rewolucji z lat 20. XX wieku.

O samej aferze pisał brytyjski dziennik Daily Mail. Koncern chwalił się, że buty SB Dunk Low kolorem przypominały drink The Black and Tan. Piwną mieszankę składającą się z Guinessa (ciemnego piwa) i Harpa (złocistego ale). Na górze ciemna, na dnie złocista. Nie zwrócono jednak uwagi na to, że prócz drinka, który nie jest w knajpach zbyt popularny leży drugie dno:

„The Black and Tan to oddział paramilitarny powołany przez Irlandzką Policję Królewską do walki z IRA w 1920 r. Irlandczykom jednoznacznie kojarzy się z terrorem i bezkarnością.”

Kolejna marka, której wpadkę ciężko odpuścić to Starbucks z głośnym hasłem „Enjoy your morning latte”. W Niemczech, w pewnym slangu, „latte” oznacza „wzwód”.

Coca-cola to chyba najpopularniejszy przykład tego jak należy dobierać nazwy produktów. Znany na całym świecie koncern choć brzmi całkiem nieźle, w dialekcie mandaryńskim znaczy mniej więcej: „klacz wypchana woskiem” lub zależnie od dialektu „ugryź woskową kijankę”.

Po tym odkryciu, które miało miejsce w roku 1984 starano się zmienić formułę napoju, jednak sprzedaż w Chinach nadal szła źle. Dziś to jedynie zabawna sytuacja, która zagościła w długiej historii marki. Szukając informacji na temat tego napoju dokopałam się do kilku ciekawostek:

  • W kilku stanach USA oddziały drogówki posiadają po 2 galony Coca-Coli. Po wypadkach, szybko zmywa krew z jezdni,
  • Coca-cola zabija robaki,
  • Służy też jako odrdzewiacz. Świetnie czyści srebro,
  • Polski poeta, Adam Ważyk, w socrealistycznym okresie swojej twórczości poświęcił Coca-Coli wiersz,
  • Dzięki połączeniu Coli, pensów, papieru, folii aluminiowej i soli można zbudować baterie.

Szybki powrót do roku 2009 i dość głośnej afery Gazpromu. W trakcie podboju złóż gazu w Afryce, a dokładnie Nigerii Rosjanie nadali swojej spółce nazwę, która brzmiała „czarnuch”. Czy to nie kompromitujące?

Kolejna branża, która może poszczycić się perełkami w rankingu wpadek językowych to mobile. Jeden z producentów smartfonów dość niefortunnie nazwał nowy model HTC. Na szczęście udało się w porę zareagować i na hiszpańskim rynku społecznościowy smartfon ChaCha nazywa sięaktualnie ChaChaCha. Dlaczego? U nas słowo chacha kojarzy się z tańce, niczym szczególnym, a tym bardziej obraźliwym. Hiszpanom (i Latynosom) z niespecjalnie uprzejmym określeniem kobiety. ChaCha, to trochę jak polskie slangowe „niunia”. Starając się wybrnąć z sytuacji PR-owcy dodali do nazwy kolejne cha. U nas funkcjonuje pierwotna wersja. Na rynku Hiszpańskim to HTC Chachacha.

Przykładów tego typu jest mnóstwo. Mówi się o tym w zabawny sposób jednak trzeba pamiętać, że to poważny błąd firm, który niekiedy może doprowadzić do poważnego zachwiania wiarygodności i klasy marki. Powiedzenie „uczymy się na błędach” w branży reklamowej funkcjonuje na co dzień. Nie spotkałam się z przykładem firmy, która dwa razy taplała się w tym samym bajorze i oby tak pozostało.

W ramach podsumowania TOP 5 językowych wpadek, które są mniej znane niż powyższe przykłady, a mimo to równie efektowne:

Calisia – Polski producent fortepianów zaliczył małą wpadkę w swojej nazwie, gdyż „ca lisia” po łacinie oznacza „błoto”.

Pepsi – Podczas jednej ze swoich kampanii pod hasłem: „Odżyj z pokoleniem Pepsi” na Tajwanie zabrzmiała: „Pepsi przywróci Twoich przodków ze świata umarłych”.

KFC – Podczas sprzedaży swoich kurczaków w Hongkongu przetłumaczyła na potrzeby tamtejszego rynku hasło „Finger lickin’ good” („Palce lizać”) tak, że slogan zabrzmiał: „Odgryź sobie palce”.

Coors – Na rynku hiszpańskim piwo Coors zasłynęło tłumaczeniem tekstu „Turn in loose” („Wyluzuj się”). W przekładzie na hiszpański oznaczało tyle, co „będziesz mieć biegunkę”.

General Motors – Na rynkach Ameryki Łacińskiej wprowadziło samochód Chevy Nova. Dopiero po premierze samochodu odkryli, że ?nova? po hiszpańsku znaczy „nie jedzie”, a dokładniej „nie da rady”.

źródła: wyborcza.biz, autokult.pl, focus.pl, tlumaczymy.org

Zapisz

Zapisz

Zapisz

0 Comments

Leave a Comment

Login

Welcome! Login in to your account

Remember me Lost your password?

Don't have account. Register

Lost Password

Register